SĄD APELACYJNY POSTANOWIŁ

2011-07-21 16:01

    To uzasadnienie Sądu Apelacyjnego powinno w całości być obowiązkowe do wyuczenia na pamięć i wyrecytowania nawet po obudzeniu w „godzinie KGB” (4-ta nad ranem), dla wszystkich prokuratorów i sędziów zabierających się do lustrowania. Po to, aby w porę było wiadome, że „wiedzą w czym robią”.
    Po to bowiem, aby mnie skazać, uznając za kłamcę lustracyjnego,
Sąd Okręgowy k i l k a k r o t n i e obraził prawo procesowe, czyli mówiąc językiem potocznym NARUSZYŁ PRAWO !

    Sąd Apelacyjny wskazując że: Powyższe orzeczenie zostało w całości zaskarżone przez obrońcę lustrowanej, powołuje się na jego argumenty, wskazujące na

1.

„… sprzeczność między orzeczeniem, że I.D. złożyła niezgodne z prawdą tzw. oświadczenie lustracyjne, gdyż była świadomym i tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, a UZASADNIENIEM wskazanego orzeczenia, w którym Sąd Okręgowy raz uznając, że w rzeczywistości nie mogła wiedzieć, że została zarejestrowana jako tajny współpracownik… a raz uznając, że …. lustrowana w sposób świadomy i tajny współpracowała jako osobowe źródło informacji. I była to pierwsza obraza prawa procesowego. Czyli – naruszenie prawa.

2.

„…na podstawie zeznań świadka oskarżenie (emerytowanego funkcjonariusza SB) Sąd Okręgowy „… uznał, że lustrowana była świadomym i tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa i w konsekwencji uznaje na tej podstawie, że złożyła ona nieprawdziwe tzw. oświadczenie lustracyjne, podczas gdy prawidłowa ocena świadka L.K. prowadzi do wniosku przeciwnego – że I.D. była zarejestrowana bez swojej wiedzy i „na wyrost” jako współpracownik, a zatem jej oświadczenie jest zgodne z prawdą” .

3.

Sąd Apelacyjny odnosząc się do pokwitowań odbioru pieniędzy przez I.D. rzekomo od Służby Bezpieczeństwa, stwierdzając:
„prawidłowa ocena wskazanych pokwitowań prowadzi do wniosku, iż mogą to być pokwitowania za cokolwiek…. a także iż przynajmniej dwa ze wskazanych pokwitowań były pokwitowaniami za wypłacone I.D. diety – np. inauguracyjny lot „Air France” i pobyt w Bułgarii czyli , nie dające się usunąć wątpliwości, sąd rozstrzygnął na niekorzyść lustrowanej … „
Czym znów naruszył prawo.

4.

Sąd Apelacyjny poparł również wnioski mego obrońcy o dopuszczenie dowodów w postaci zaświadczeń o moich zarobkach w okresie , w którym miałam rzekomo „świadomie i tajnie” itd. … oraz z przesłuchania mnie. Zostałam przesłuchana. I WYSŁUCHANA.

A teraz proszę popatrzeć, jak miało wyglądać i jak wyglądało WŁAŚCIWE pokwitowanie pieniędzy otrzymywanych od Służby Bezpieczeństwa. Pochodzi ono z książki M. Graczyka „Tropem SB. Jak czytać teczki” – Wyd. ZNAK, Kraków. W tych latach taka sama esbecka procedura obowiązywała w całym kraju. Należało pisać od KOGO i podpisywać się PSEUDONIMEM.

 

Na rzekomych „dowodach” moje podpisy zostały odcięte od nazwy płatnika i od treści pod którymi były złożone. Jak je „służba” otrzymała? Tak jak zawsze. Popatrzcie jak to działa teraz, to będzie wiadomo, jak tym bardziej działało dawniej.
Oto cytat z „Polityki” 6 listopada 2010, str. 36

WSZYSTKIE PROKURATURY, SĄDY, URZĘDY WOJEWÓDZKIE
I NAWET INSTYTUCJE SAMORZĄDOWE (STAROSTWA I PRAWIE
2,5 TYS. URZĘDÓW GMINNYCH) UTRZYMUJĄ KANCELARIE
TAJNE I WŁASNYCH PEŁNOMOCNIKÓW, KTÓRZY MAJĄ STAŁY
OBOWIĄZEK WSPÓŁPRACY ZE SŁUŻBAMI SPECJALNYMI.

(i link do artykułu http://archiwum.polityka.pl/art/geba-na-klodke,429722.html )

A podsłuchy telefoniczne? Podobno jesteśmy najbardziej podsłuchiwanym społeczeństwem w Unii Europejskiej. W tamtych latach zdaje się – że tylko do jednego państwa się nie umywaliśmy (no, może jeszcze do dwóch)… Treści moich podsłuchów znalazłam w mojej „teczce”, w raportach funkcjonariuszy z rzekomych rozmów ze mną … W tamtej służbie panowie też chcieli dostawać, nagrody, chcieli awansować… Jedyny funkcjonariusz, z którym naprawdę (w tzw. realu) zetknęłam się d w a razy, całą karierę zbudował na moim życiorysie, od porucznika do pułkownika, pod koniec w najbardziej prestiżowej, wojskowej placówce wywiadowczej na Zachodzie. Był tak „pracowity”, że zatrudniał innych funkcjonariuszy i nauczył ich jak i z czego mają „tworzyć” sprawozdania z rzekomych rozmów ze mną, a jeszcze polecił, aby podpisywali je j e g o ksywą - „ZIELIŃSKI”. To ci podwykonawcy pracowali na jego pracowitość …

 

ZA DUŻO SIĘ GADA PRZEZ TELEFON !

O sobie, o ludziach. Szczegóły, adresy, sumy, daty.
A kiedy słyszę tyleż durnowate, ile naiwne zapewnienia: „ja nie mam nic do ukrycia !, mówię: ja także nie, ale też nie mam obowiązku podawać obcym facetom mojego życia na tacy! …
Bo nie wiesz jeden z drugim, a zwłaszcza jedna z drugą, co ONI z tym zrobią, co zrozumieją, jak zinterpretują i do czego użyją…

 

JA TO JUŻ WIEM, PO LATACH, Z MOJEJ „TECZKI”.

Zrozumiałam, że po to istnieje ta instytucja, aby przechowywać tak ważne historyczne dokumenty, jak skarga mojej sprzątaczki, która donosiła, że nie zmywam naczyń po kolacji.
I ona musi je zmywać rano…
Cóż za brak subordynacji, wobec klasy pracującej, nieprawdaż?

Albo „raport” z donosu jakiejś Polki ze Sztokholmu, która informowała, że to u niej w domu, tamże, pisałam książkę pt. „Brudy w rządzie polskim””… Takie to treści z całą powagą panowie złożyli do archiwów państwowych na wieki wieków. A w założonej także przez nich teczce z moimi paszportami nie ma śladu, abym kiedykolwiek była w Sztokholmie…
Bo nie byłam.
I tak to leci na stu stronach „dokumentu” moich „zbrodni przeciw narodowi polskiemu”. Ich wydania odmawiano mi przez kilka lat. Tłumaczono, że są aż tak tajne.
Doprawdy, nie tylko mnie, trudno obronić się przed refleksją:

JEŚLI TO TAK WYGLĄDAŁO
I TAKA BYŁA PRAKTYKA
PRZEZ WSZYSTKIE LATA,
TO TRUDNO SIĘ DZIWIĆ
ŻE W KOŃCU RUNĘŁO

Opowiadania, że teczka mojej „współpracy” została zniszczona i dlatego brak dowodów, to jeszcze jeden wymysł – pożal się Boże – znawców. ONI niszczyli teczki, ale tych których chcieli chronić. Mnie – to całe zebrane śmiecie – miało zniszczyć, skoro ośmieliłam się wystąpić o autolustrację.
Teczka, którą z tego śmiecia stworzył prokurator, to prawie s t o stron, które tę służbę, tak naprawdę kompromitują. A że teczki współpracy nie ma? Bo jej w odpowiednim czasie nie założyli. Mówimy o sprawach z lat od 1958 do 1966, czyli ponad pół wieku temu.
Ponad pól wieku temu stałam się obiektem zemsty potężnego funkcjonariusza –nie tacy jak ja bali się go jak ognia, nie za to, że nie chciałam zatańczyć jak z upodobaniem podkreśla elyta polskiego dziennikarstwa, ale za to, że ze skargą na zachowanie panów oficerów poszłam do partii. Działo się to w roku 1954, 57 lat temu! Po 40 blisko latach, powiedział mi ktoś z najwyższej półki : „

TO BYŁA ZNANA HISTORIA W WOJSKU,
KAPITAN K.. ZA TO ZOSTAŁ WYRZUCONY
Z WOJSKA…

Według mnie, ukarano najniższego rangą.
Na moje pytanie, jakby Pan określił to, o się wokół mnie dzieje?, usłyszałam:

           ZEMSTA, ZEMSTA - PANI REDAKTOR
Teraz, to już nawet zemsta zza grobu…  Wdzięczni podkomendni jeszcze żyją, ich dzieci wiedzą komu i co zawdzięczają. Więzy rodzinne nie bywają tak silne…

Uzasadnienie Sądu Apelacyjnego jest niezwykle pouczającą lekturą i w sensie prawnym, i dla całej materii lustracyjnej, z którą chyba nieprędko się rozstaniemy. Bo zbyt wielu ludzi ona urządza.
W konkluzji uzasadnienia wyroku w mojej sprawie
Sąd Apelacyjny podkreślił co następuje:

Apelacja obrońcy lustrowanej jest w przeważającej części zasadna i na uwzględnienie zasługuje zawarty w niej wniosek końcowy o uchylenie zaskarżonego orzeczenia i przekazanie sprawy do ponownego orzeczenia sądowi pierwszej instancji.

Tyle na dzisiaj relacji, komentarza i refleksji.

 

Wkrótce ciąg dalszy.

Pozdrawiam I.D.

Irena Dziedzic © 2010 All rights reserved.

Załóż własną stronę internetową za darmoWebnode